Czołgi i kaniony

Po opuszczeniu domu Samira cały dzień spędzamy na północy jeziora Chott el Jerid. Po śniadaniu na zachód od wioski Al-Matlawi udaje się nam odszukać kilka wraków czołgów z czasów II wojny światowej. Później odwiedzamy górską oazę Chebika, a popołudniem dotrzemy do wąwozu Tamerza oraz Midas. Na noc trafiamy na kemping na obrzeżach miejscowości Douz.

Leniwy poranek przed domem rodziny Samira wśród gaju oliwnego
Mieliśmy dostęp do toalety i wody bieżącej z kranu na skraju ogrodu
Domownicy również już na nogach
fot. Mirek

Kuchnia tunezyjska jest mieszanką kuchni arabskiej, tureckiej, włoskiej i francuskiej. Na śniadanie mamy oczywiście świeże bagietki, gotowane jajka i pyszną konfiturę z daktyli. Do tego wszystkiego mocna, słodka kawa, która szybko stawia na nogi.

Po raz pierwszy łączyliśmy gotowane jajka z dżemem i trzeba przyznać, że nie jest to takie złe
fot. Mirek
Powoli zaczynamy składać namioty i przygotowywać się do wyjazdu
Kuzyni Samira bardzo chętnie pozowali do zdjęć
fot. Mirek
Chłopaki zabrali mnie na krótką wycieczkę do ich zagrody z kozami
Byli bardzo dumni z tego, że opiekują się zwierzętami, a mała każda kózka jest ich wielką pociechą
Samir zapragnął zasiąść za kierownicą Land Rovera i stwierdził, że kiedyś też takiego kupi
fot. Mirek
Trzeba przyznać, że w aucie prezentował się idealnie
fot. Mirek
Od lewej brat Samira, kuzyn, mama, Samir i najmłodszy kuzyn
Siostra sprawdza po nocy jak prezentują się tatuaże wykonane wczoraj wieczorem
Od wewnętrznej strony dłoni narysowany jest wielbłąd, którego nogi tworzą wszystkie palce poza kciukiem
Uzupełniamy też nasze baniaki z wodą
fot. Mirek
Zdjęcie grupowe z całą rodziną Samira
fot. Mirek

Spakowani ruszamy jeszcze do miasta, gdzie odbywa się dzisiaj cotygodniowy duży jarmark, a Samir oferuje swoje towarzystwo i pomoc w negocjacji cen, bo chcemy zakupić tradycyjne okrycia Berberyjskie.

Jedziemy do miasta razem z Samirem
fot. Miłosz
Targ rzeczywiście wygląda dużo bardziej okazale niż wczoraj kiedy tu byliśmy
Samir opowiada nam o każdej egzotycznej rzeczy jaką da się znaleźć na targu
fot. Mirek
Wszystkiego możemy dotknąć i skosztować
fot. Mirek
Z tłumaczem arabskiego dużo łatwiej poznaje się to egzotyczne dla nas miejsce
Kupujemy m.in. naczynia do spalania Ambaru, kamienia, który pali się uwalniając zapach podobny do zapachu morza
fot. Mirek
Na targu handluje się również produktami sypkimi, wszelkiego rodzaju fasole, kukurydza czy soczewica
fot. Miłosz
Na uliczkach między straganami wzbudzamy duże zainteresowanie
fot. Miłosz
Handlarze przybywają na miejsce bladym świtem i rozkładają swe towary, a około południa kończą sprzedaż
fot. Miłosz
Świat przypraw
fot. Miłosz
Cotygodniowe bazary to świetna okazja do kupienia i sprzedania praktycznie wszystkiego
Monika w poszukiwaniu chust na głowę
Samir skutecznie doradza również naszym pięknym połówkom, pomaga wystrzegać się gorszej jakości tkanin i negocjuje najlepsze ceny
Ostatecznie trafiamy na stragan z berberyjskimi okryciami i dokonujemy hurtowego zakupu kilku sztuk
Na końcu targu znajduje się część, na której handluje się zwierzętami, można tu kupić głównie kozy, ale także wielbłądy
Wracamy do aut z naszymi zakupami i powoli żegnamy się z Samirem
Wymieniamy uściski i adresy mailowe, pora ruszać dalej
Z miasteczka kierujemy się na zachód wzdłuż płaskowyżu Ar-Rudajjif i wzgórz Atlasu
fot. Mirek
Samir pokazał nam również miejsce do zakupu alkoholu, możemy wreszcie skosztować tunezyjskiego piwa
fot. Miłosz
Na przedmieściach mijamy pasterzy kóz
fot. Mirek
Krótki przystanek przy jakichś ruinach na totalnym pustkowiu
fot. Miłosz
Z naszej prawej strony pas wzniesień, a dookoła płaska przestrzeń i jedynie kępy traw
fot. Mirek
W końcu po kilkudziesięciu kilometrach zauważamy pierwszy wrak czołgu i kierujemy się w jego stronę

W  rejonie Gafsy i Kasserine toczyły się działania wojenne podczas II wojny światowej, Tunezja opowiedziała się po stronie Francji i wraz z nią broniła się przed połączonymi siłami włoskich i niemieckich oddziałów.

Podczas kampanii północnoafrykańskiej walki trwały do 13 maja 1943r., kiedy to skapitulowały ostatnie szeregi III Rzeszy w Tunezji.

Zwarty szyk naszych samochodów z czołgiem
fot. Miłosz

Niemcy wysłali do Tunezji kilka batalionów czołgów ciężkich i były to głównie modele Tygrys, które w tamtym czasie były niesamowicie wytrzymałą konstrukcją. Wiele z nich zostało uszkodzonych na minach, a ich wraki przetrwały do czasów obecnych.

Nam strzelać nie kazano, wstąpiłem na działo
fot. Mirek

Pierwsze 20 maszyn przystosowanych do służby w tropikach wysłano drogą morską z Włoch do portu w Bizerte na północ od Tunisu. Czołgi te miały być niespodzianką dla aliantów i ratować oddziały III Rzeszy w Libii i Tunezji.

W Niemczech starano się tworzyć projekty ciężkich czołgów już od połowy lat 20-tych, swój pierwotny kształt Tygrys przyjął w 1942r.
fot. Miłosz
Amunicja mogła zadawać ciosy nawet na odległość prawie 3km
fot. Mirek
Kiedy wróg napierał Niemcy niszczyli również własne pojazdy, wysadzali je aby nie zostały wykorzystane przez siły wroga
fot. Miłosz
Hitler wysłał tak cenne czołgi na straconą pozycję w Afryce, gdzie tak naprawdę były bardzo mało przydatne
fot. Miłosz
Na tym terenie można odnaleźć kilka świetnie zachowanych wraków
Piaszczystymi duktami mamy do przejechania nieco ponad 30km i docieramy do górskiej oazy Chebika
Miejscowość i oaza leżą przy gaju palmowym w Górach Atlas, w środkowo-zachodniej Tunezji
Parkujemy samochody i udajemy się na krótką wycieczkę
Miejscowa ludność mieszka tutaj w domach położonych na górskiej równinie
fot. Miłosz
Wąską ścieżką mijamy kilka straganów z małymi ozdobami i ceramiką
W oazie znajduje się mały wąwóz oraz wodospad
fot. Miłosz
Szybko odnajdujemy miejsce gdzie z kilku metrów spływa woda
Strumień tworzy niewielkich rozmiarów rozlewisko
fot. Miłosz
Sadzawkę zamieszkuje duża liczba żab
fot. Miłosz
Płynący tędy strumień ma też swoją ciemną historię, w 1969r. osada została znacznie zniszczona przez powódź
Panorama na wzgórza z dołu oazy
fot. Mirek
Trasa wycieczki prowadzi przez okoliczne wzniesienie, na szczyt którego trzeba pokonać kilkadziesiąt stopni schodów
fot. Mirek
Powoli krok po kroku pniemy się w górę
Na szczycie przerwa na pomarańczę
Niezidentyfikowany duży, czarny robak, których kręci się tutaj wiele między kamieniami
Znajdujemy się zaledwie 5km od granicy z Algierią
fot. Mirek
Szeroka panorama na wzniesieniu
fot. Miłosz
Na jednym ze zboczy zauważamy wykuty w kamieniu posąg kozicy
fot. Mirek
Miejscowość znana jest również pod nazwą Qasr el-Szams, co oznacza Forteca Słońca
Przez wąską szczelinie przechodzimy na drugą stronę gór
Skalny posąg na wyciągnięcie ręki
Przed miastem znajduje się dawna osada rzymska Ad Speculum
Wiele scen z filmów Gwiezdne Wojny oraz Angielski pacjent były kręcone w tym miejscu
fot. Miłosz
Zabudowania służyły jako górskie schronienie dla rzymskich oddziałów
Wracamy na parking, gdzie spotykamy turystów z Polski i ruszamy drogą nr P16 na południe
Szukamy największej z trzech oaz na pograniczu tunezyjsko-algierskim - oazy Tamerza
Droga jest malowniczo położona na zboczach łańcucha Dżabal el-Negueb
fot. Mirek
Na szerokim łuku zatrzymujemy się by podziwiać krajobraz
Szeroka panorama tuż przy poboczu
fot. Miłosz
Docieramy do bijącego tu źródła zaopatrującego miasteczko w słodką wodę
W październiku 2000r. roku kręcono tutaj niektóre sceny do filmu "W pustyni i w puszczy"
Tuż przy strumieniu znajduje się kilka straganów, a młodzi sprzedawcy ochoczy wymieniają wszystko za puszkę piwa
fot. Mirek
To tutaj kupujemy tradycyjnie zdobione berberyjskie rozpinane bluzy
fot. Miłosz
W jednej z restauracyjek postanawiamy wypić kawę
fot. Mirek
Panorama przy naszym stoliku
fot. Mirek
Po kawie jedziemy do centrum miasteczka, gdzie znajduje się wejście do środkowej części kanionu
Wśród palmowego gaju na horyzoncie mieści się osada Tamerza
fot. Miłosz
Zostawiamy auta i wydeptaną ścieżką kierujemy się na początek kanionu
Podobno najlepsze daktyle w całej Tunezji pochodzą właśnie z tej górskiej oazy
fot. Mirek
Docieramy do rzeczki, którą trzeba iść kilkadziesiąt metrów w górę strumienia
fot. Mirek
W kilku miejscach można się przeprawić na drugi brzeg po kamieniach
fot. Mirek
Wąwóz staje przed nami otworem
fot. Mirek
Widoki tutaj z pewnością należą do najpiękniejszych widoków w Tunezji
fot. Mirek
Płynąca woda podmyła brzegi tworząc baldachimy ze skał
fot. Mirek
Ściany kanionu mają kilkadziesiąt metrów wysokości
Przejście dnem zajmuje kilkanaście minut
fot. Mirek
To tutaj można napotkać najbardziej jadowity gatunek skorpiona
fot. Mirek
Kanion z trzech stron otacza wioskę Tamerza
fot. Mirek
Po kilku zakrętach dno się zwęża i odnajdujemy ścieżkę prowadzącą na wzgórze
fot. Mirek
Trzeba bardzo uważać, aby nie spaść podczas wychodzenia
fot. Adam
Widok na kanion ze wzniesienia
fot. Mirek
Kierujemy się w drogę powrotną do wioski
fot. Mirek
Dookoła piękne, malownicze wzgórza
fot. Mirek
Dopiero z gór widać jak rozległe są gaje palmowe przy Tamerzy
fot. Mirek
Docieramy do pierwszych zabudowań
fot. Mirek
Jest tutaj też mała kaskada na rzece
fot. Mirek
Kilka straganów na zboczach
fot. Mirek
Słynne „róże pustyni", popularny prezent kupowanym w dużej ilości przez turystów
fot. Adam
Wracamy na parking
Po 6km jesteśmy przy kolejnym wąwozie - Midas
fot. Mirek
Dno kanionu leży na granicy algiersko-tunezyjskiej
fot. Miłosz
Duże wrażenie robią pofalowane pionowe ściany wąwozu
Szybko odnajduje sposób, aby dostać się na dno kanionu, a w oddali na górze widać postać, to tam zaparkowaliśmy auta
fot. Mirek
Wąwóz powstał w naturalny sposób i został wyrzeźbiony przez górskie potoki
fot. Mirek
Bartek i Justyna wysoko na ścianach przy parkingu
fot. Mirek
Niegdyś te szerokie wyżłobienia służyły za schronienie dla mieszkańców Midas
fot. Mirek
Pod wpływem wody różnokolorowe skały przybrały cudowne kształty
fot. Mirek
Spacer w obie strony po wąwozie to długość około 6km
fot. Mirek
Dno kanionu pokrywa piasek i odłamki skalne, a cienka struga wody płynie tutaj przez cały rok
fot. Mirek
Na końcu wąwozu odnajdziemy małe bijące źródełko
fot. Miłosz
Minutka ujęć z kanionów
Dostępny w FULL HD
Po krótkim zwiedzaniu postanawiamy zjeść tutaj kolację
fot. Mirek

Z  Midas kierujemy się na południe do miejscowości Douz, gdzie znamy miejsce z kempingiem. Do przejechania prawie 200km pod osłoną nocy i niestety nie mamy okazji podziwiać krajobrazów bezodpływowego, słonego jeziora Chott el-Jerid. Około północy docieramy pod bramy pola namiotowego.

Rozbijamy obóz, a temperatura w nocy nieco spada i wyciągamy butelkę czegoś rozgrzewającego

Copyright © sahara.ladra.pl 2010 | Designed by Ladra WebStudio

Strona jest częścią serwisu www.wyprawy.ladra.pl