Z przypadkową wizytą u tunezyjskiej rodziny

Dziś nadal kierujemy się na południe w rejon prowincji Gafsa. Odwiedzimy źródło rzeki przepływającej przez wąwozu Seldża na płaskowyżu Ar-Rudajjif, a późnym wieczorem spotkamy Samira, który zaprosi nas na nocleg i kolacje do swojego domu rodzinnego.

Mirek kolejny dzień wstaje przed wschodem słońca
fot. Mirek
Polanka na obóz okazało się spokojnym, cichym miejscem
Nagle ciemne chmury wiatr przegonił i zaczęła pojawiać się tęcza
Znak od niebios, że szczęście nam sprzyja
fot. Miłosz
Powoli wyciągamy stoliki i przygotowujemy się do śniadania
Na polance da się zauważyć dużo norek, jednak zwierzątka były dużo bardziej płochliwe i nie dały się sfotografować
fot. Mirek
Przez pierwsze kilka dni zjadamy to wszystko co najszybciej się psuje
fot. Mirek
Smażymy jajecznicę, bo jajka dość ciężko znoszą trudy podróży
fot. Mirek
Wracamy na główną drogę
Nadaj kierujemy się na południe trasą nr P15
fot. Mirek
W czasie przejazdu nie mijamy praktycznie żadnych innych samochodów
Pusta droga zachęca do zabawy w wyprzedzanie i nakręcenie kilku ujęć kamerą
fot. Mirek
Dookoła rozległa przestrzeń i skąpa karłowata roślinność
fot. Mirek

Asfaltowe szlaki doprowadzają do prowincji Gafsa, gdzie zbaczamy do szerokiej doliny rzeki, która wypływa z pobliskiego płaskowyżu Ar-Rudajjif. Jadąc w górę rzeki docieramy do małej oazy z bijącym źródełkiem.

Dość szybko udaje się namierzyć wyschnięte koryto rzeki
fot. Mirek
Duży szeroki obszar staje się naszą nową trasą na południe
fot. Mirek
Pora na krótki postój
fot. Miłosz
Wszystkim dobrze robi rozprostowanie kości, a i słoneczko zaczyna mocniej świecić
Na kole jest również wygodnie
Na skale zostawiamy fotografów i kamerzystów i robiły krótką rundkę na zdjęcia po piaskach
fot. Mirek
Chmury układają się w długie walce i dają wrażenie ciężkiego, niskowiszącego nieba
fot. Mirek
We wznoszącym się pyle i kurzu ruszamy w górę rzeki
fot. Mirek
Na horyzoncie można obserwować piękne skały i piaskowce
Koryto w górnym biegu rzeki nieco się zwęża
Jurek sprawdza czy da się przejechać oraz czy będzie twardy grunt na tyle, aby nie zapadały się samochody
Pokonujemy lekki uskok, a podłoże zmienia się w wyschnięte, pokruszone kawałki gliny
Z lewej strony zaczyna biec mały strumyczek, aż trudno uwierzyć, że w czasie deszczów zamienia się on w szeroką rzekę
Po kilkudziesięciu minutach docieramy do prześwitu skalnego, gdzie bije źródełko zasilające strumień
fot. Mirek
To tutaj pod palmami wypływa woda
Pora zostawić auta i wybrać się na zwiad pieszy
fot. Mirek
Malownicza oaza położona jest na samym dnie kanionu Seldża
fot. Mirek
Miłosz wybiera nieco bardziej ekstremalne ścieżki zboczem kanionu
fot. Mirek
W poszukiwaniu węży i skorpionów
Jest to odludne i bardzo malownicze miejsce, wszyscy turyści zwiedzają wąwóz od drugiej strony płaskowyżu
Nawet Monika znalazła swoją małą kryjówkę
Woda spływająca tędy przez miliony lat konsekwentnie przecinała te skały i uliczki kanionu
fot. Miłosz
Ten wielki głaz nazwaliśmy kamieniem czaszki
O dwóch takich co rozepchali kamienie
fot. Miłosz
W takich okolicznościach przyrody postanawiamy przyrządzić obiad
fot. Mirek
Tuż pod wejściem do kanionu udało się dojechać autami i mamy też dostęp do czystej wody bieżącej
fot. Mirek
Posileni wracamy na szutrowe bezdroża
Lekko tracimy orientację i trafiamy na trasę prowadzącą przez teren kopalni odkrywkowych fosforytów
Obszary kopalni zajmują setki hektarów
Krótka konsultacja i rozmowa przez okna wzdłuż naszych trzech aut
fot. Mirek
Jurek z wielkim poświęceniem oddaje się roli operatora kamery
Tunezja jest drugim co do wielkości eksporterem fosforytów na świecie po Maroko
Te bogate złoża zostały tu odkryte przez Francuza Phillipe'a Thomasa na przełomie XIX i XX wieku
fot. Mirek
Fosforyty są głównym źródłem fosforu w przyrodzie i stanowią podstawowy surowiec do produkcji sztucznych nawozów fosforowych
Po kilkunastu minutach docieramy do głównej bazy kopalni, okazuje się, że tutaj droga się kończy i nie ma przejazdu
Z tego miejsca musimy wrócić tą samą trasą do pierwszego skrzyżowania
fot. Mirek
Wyjeżdżamy z terenów kopalni, ale nadal poruszamy się w paśmie skał osadowych skrywających złoża fosforytów
fot. Mirek
Nagle przy poboczu zauważamy dzikie dromadery, nasze pierwsze wolnobiegające wielbłądy w życiu
fot. Mirek
Szybko się zatrzymujemy i próbujemy dogonić zwierzęta
fot. Miłosz
Z kępom traw próbowałem zwabić wielbłądy, które jednak szybko się płoszyły i były nieufne
Po kilku minutach jazdy, nagle drogą para Tunezyjczyków przepędzała wielkie stado wielbłądów
Musieliśmy poczekać na poboczu, aż zwierzęta nas miną
fot. Mirek
Nikt się nie spodziewał takich atrakcji na trasie
Dwóch młodych chłopaków okazało się pogromcami jednogarbnych olbrzymów
No i poszły w siną dal
Wokół wznoszą się kopalniane hałdy
Są też piękne wyrzeźbione piaskowce
Nagle przy drodze zauważamy dziwne instalacje
Wzdłuż trasy poprowadzone są tutaj rurociągi z ropą naftową
Do lat 60-tych Tunezja była jednym z głównych eksporterów ropy naftowej, a dziś przemysł naftowy jest ważną gałęzią gospodarki
Przepompownia i mała rafineria na przedmieściach Al-Matlawi
Główną drogą nr C122 docieramy do miejscowości Al-Matlawi
fot. Mirek
Nasze pierwsze zetknięcie z soukiem, czyli targiem miejskim
fot. Mirek
Postanawiamy krótko przespacerować się po obrzeżach placu w celu zakupu świeżych owoców
fot. Mirek
Pomarańcze zupełnie inaczej smakują niż w Europie, są soczyste i niedawno zerwane z drzew
Podpatrujemy codzienne życie mieszkańców tego prawie 40 tys. miasteczka
fot. Mirek
Pomimo słońca i temperatury na poziomie 16-20st. C panuje tu zima, a mieszkańcy noszą kurtki i czapki
fot. Mirek
Najczęstszy sposób podróżowania całych rodzin, czyli wszelkiej maści motorki, które spotkamy na każdym skrzyżowaniu
fot. Mirek
Stacja benzynowa, paliwo kupuje się tutaj płacąc za 20l bańki
fot. Mirek
Za miasteczkiem docieramy do wąwozu Seldża, który łączy dolinę Gafsy z płaskowyżem Ar-Rudajjif
fot. Miłosz
Tutaj również po wielkiej rzece jest tylko mały strumyk i suche koryto
fot. Mirek
Niewinnie wyglądające podłoże zaskoczyło Justynę, która wpadła w błoto po kostki
Gustowna, błotna maseczka dla buta
Justyna ma zajęcie na kolejne kilka minut, a my przestrogę, żeby uważać gdzie stawia się stopy
fot. Mirek
Miłosz postanawia przeskoczyć wąską rzeczkę i ląduje prawie po kolana w błocie
Śladami Miłosza nikt już nie podąża
Wspinamy się na pobliskie skałki
Ze zbocza widać jak rzeka szeroko rozlewa się do doliny Seldża
fot. Mirek
Rzeka spływa około 40km na południe i wpada do słonego jeziora Chott el Jerid
fot. Mirek
Mała ścieżka wody wije się jak wąż w szerokim korycie
fot. Miłosz
Zostawiamy tutaj nasz mały znak rozpoznawczy
Prawie 3min filmu do czasu zjawienia się pod wejściem do wąwozu
Dostępny w FULL HD

Pod skałami spędzamy kilkanaście minut, w tym czasie z oddalonych wzgórz zmierza w naszym kierunku ciemna postać. Jedyną osobą, która może z nią porozmawiać jest Miłosz, bo spaceruje po drugiej stronie rzeki.

Tunezyjczyk w średnim wieku przedstawia się jako Samir i proponuje nam zwiedzanie kanionu, do którego wejście znajduje się nieopodal na wzgórzach.

Samir wsiada z nami do auta i prowadzi nas w góry, a następnie przez tunel kolejowy zmierzamy do wewnętrznej części kanionu
Linia kolejowa w wąwozie została wybudowana na początku XX wieku w celu transportowania urobku z kopalni

Według legendy wąwóz miał powstać dla pewnej księżniczki. Uciekła ona potajemnie ze swoim wybrankiem - wojownikiem o imieniu Al Mansour, który jednym uderzeniem miecza rozłupał okoliczne skały, a dno powstałego w ten sposób wąwozu zaoferował księżniczce jako małżeńskie łoże.

Chwilę wcześniej byliśmy po drugiej stronie szczeliny i szukaliśmy wejścia do kanionu zanim pojawił się Samir
fot. Mirek

We wrześniu ubiegłego roku (2009) w rejonie wąwozu zaczęły padać obfite deszcze, które doprowadziły do rzadko spotykanej na terenach pustynnych rozległej powodzi. Zalane zostały miasta Redeyef i Moulares, a spiętrzona woda szukała swojego ujścia w dolinie Seldża.

Cała infrastruktura linii została zmieciona z powierzchni ziemi – tory, wiadukty, nasypy, a wagony na bocznicy przy kopalni zostały powywracane.

To tędy biegły tory, które prowadziły przez tunel. Za czasów budowania linii była ona dużym wyzwaniem inżynieryjnym
fot. Mirek
We wnętrzu kanionu widać pozostałości jeszcze kilka miesięcy wcześniej funkcjonujących torów
fot. Mirek

Ta linia była wielką atrakcją turystyczną, a kursował tu pociąg turystyczny o nazwie "Czerwona Jaszczurka". Skład jego stanowiły historyczne salonki zbudowane w 1910r. Pociąg wyruszał z Al-Matlawi, jechał przez wąwóz i wracał, a podróż trwała około 40 minut z kilkoma postojami po drodze.

Porozrywane kawałki trakcji rozrzucone są w różnych częściach kanionu
Po zerwanych torach na dużej wysokości widać jak bardzo musiała pędzić tutaj spiętrzona woda
fot. Mirek
Aż trudno sobie wyobrazić, że ten mulisty strumyk jeszcze kilka miesięcy temu siał takie spustoszenie
fot. Mirek
W środkowej części kanionu kończymy wycieczkę i wracamy do aut
fot. Mirek
Nawet nie zauważamy jak powoli nastaje wieczór
Przy wyjściu z kanionów mamy jeszcze okazję podziwiać piękny zachód słońca
fot. Miłosz

Przed odjazdem pytamy jeszcze Samira, gdzie możemy bezpiecznie zanocować w okolicy. On sam zaprasza nas do siebie i mówi, że ma ogród, gdzie można rozłożyć namioty. Postanawiamy skorzystać z zaproszenia i jedziemy na przedmieścia Al-Matlawi.

W dużym pokoju zostajemy szybko przedstawieni całej rodzinie
fot. Mirek
Samir ma jeszcze 2 braci i 3 siostry
fot. Mirek
Młodszy brat Samira z nami
fot. Mirek
Mirek przymierza jelabije z kapturem, tradycyjny strój Berberów na pustynne wędrówki
fot. Mirek
Mama naszego gospodarza przygotowuje posiłek i wszyscy razem siadamy do wspólnej kolacji
fot. Mirek
Szybko zostajemy poinstruowani jak komponować sobie placki z podanymi dodatkami
fot. Mirek
Wszystko smakuje wyśmienicie, a placki z wody i mąki są jeszcze ciepłe
fot. Mirek

Po kolacji wdajemy się w dyskusje, jednak z sióstr Samira o imieniu Abdessalam bardzo dobrze mówi po niemiecku, jest studentką germanistyki na uniwersytecie w Gafsie.

Monika porusza tematy życia kobiet w Tunezji. Okazuje się, że Tunezja jest najbardziej liberalnym krajem arabskim, o czym świadczą m.in. rozbudowane prawa kobiet. W wyniku wielkich reform zniesiono wielożeństwo, nakaz noszenia tradycyjnych chust przez kobiety, a także dopuszczono kobiety do szkół, parlamentu, władzy i innych form życia publicznego.

Najstarsza siostra Samira oferuje swoje zdolności w zakresie tradycyjnego zdobienia ciała
fot. Mirek

Dziewczyny mają okazję poddać się zabiegom mehendi, czyli sztuce malowania skóry henną. Tradycja ta jest tak stara (ma prawdopodobnie kilka tysięcy lat), że trudno dokładnie określić zarówno miejsce, jak i moment jej rozpoczęcia.

Mehendi robi się głównie na dłoniach, po wewnętrznej i zewnętrznej stronie, bo są to miejsca, gdzie kolor jest najciemniejszy i najtrwalszy. Wykorzystywane są różne wzory i motywy roślinne.

Profesjonalną artystkę dokonującą ozdób nazywa się henaya
fot. Mirek

Henna jest nierozerwalnie związana z obrzędami ślubnymi, a ozdoby te mają przynieść młodej parze szczęście, zdrowie, miłość, powodzenie finansowe, płodność i ochronę przed złymi mocami.

Zdobienie dłoni panny młodej ma miejsce podczas uroczystego przyjęcia zwanego Lailet al Hinna, czyli Nocą Henny. W spotkaniu takim uczestniczą kobiety i dzieci, dom jest kolorowo udekorowany, śpiewa się piosenki chwalące urodę panny młodej i zapowiadające jej szczęśliwe życie u boku męża.

Małego kwiatka dziewczyny postanawiają również nanieść na moją dłoń
fot. Mirek
Do późnych godzin trwa wizyta u naszych nowych tunezyjskich znajomych, a na koniec Samir zaprasza nas na wspólne śniadanie
fot. Mirek

Copyright © sahara.ladra.pl 2010 | Designed by Ladra WebStudio

Strona jest częścią serwisu www.wyprawy.ladra.pl