Tylko błękit wciąga nas
Ostatni dzień na afrykańskim lądzie i tunezyjskiej ziemi. Kierujemy się na północne wybrzeże Zatoki Tuniskiej, gdzie zaledwie 20km od Tunisu leży
malownicze niebieskio-białe miasteczko Sidi Bou Said. Popołudniem również w pobliżu Tunisu zwiedzamy starożytne miasto-państwo, czyli Kartaginę, a pod wieczór stajemy w kolejce na prom.
Zaledwie kilka kilometrów dzieli nas od linii morza
Śniadanie zjadamy już na parkingu przed starówką Sidi Bou Said
Ruszamy na spacer po miasteczku, które słynie ze swojej biało-niebieskiej zabudowy i uważane jest za jedno z najpiękniejszych w całym basenie Morza Śródziemnego.
Przy ulicy zaparkowany Land Rover na arabskich blachach, oczywiście musimy się z nim sfotografować
Aleja z drzewami pomarańczy, które rosną wprost nad chodnikami
Panowie policjanci pilnują porządku
Nazwa miasta pochodzi od Abou Saida, ten muzułmański duchowny przybył do wioski na przełomie XII i XIII w. i założył sanktuarium. Po jego śmierci w 1231r. jego ciało pogrzebano
właśnie tutaj i stał się patronem Sidi Bou Said.
Przy meczecie znajduje się sanktuarium im. Abou Saida
W samym miasteczku nie ma wiele hoteli, a turyści przyjeżdżają zazwyczaj na jeden dzień
To tutaj praktycznie w każdej knajpce napijemy się świeżego soku pomarańczowego
Monika postanowiła skosztować owoców prosto z drzewa
Okiennice pomalowane są na niebiesko
Wizerunek ówczesnego prezydenta
Znajdujemy małą restauracyjkę, gdzie chcemy napić się porannej kawy i oczywiście pomarańczowego soku
Przesiadują tu jedynie mężczyźni i już od rana toczą się rozmowy
Kierujemy się do mediny miasteczka, która jest najbardziej cennym zabytkiem
Miasto usytuowane jest na klifie, więc trzeba nieco powspinać się uliczkami
Zwyczaj malowania domów na biało z elementami niebieskiego wprowadził francuski baron Rodolphe d'Erlanger około 1920r.
Uliczki nieco senne i opustoszałe
Chłoniemy niezwykle wyrafinowane poczucie smaku i estetyki mieszkańców
Główne wejścia do budynków są zazwyczaj dodatkowo ozdobione portalami
Niektóre progi domów są jak z bajki
Obecnie to niewielkie miasteczko jest traktowane jak szykowna dzielnica Tunisu
Pełno jest tutaj pocztówkowych widoków
Każda uliczka, drzwi czy okno mają swój niepowtarzalny klimat
Wejście na szczyt rekompensuje nam malowniczy widok zatoki
Swoje mieszkania mają tutaj głównie artyści oraz zamożni Tunezyjczycy i Francuzi
Szeroka panorama z portem Sidi Bou Said u podnóża klifu
Na obrzeżach miasta nad samym morzem mieści się również letnia rezydencja prezydencka
Powoli nasz spacer dobiega końca i zaglądamy jeszcze na stragany z pamiątkami
Jednym z popularniejszych suwenirów są miniaturki portali z ozdobnymi drzwiami, które mają turyście przypominać o tym miejscu
Po targowaniu i poza sezonem, za dobrą cenę można też kupić wyroby ze skór wielbłądów
Pora wracać do aut
Na przedmieściach znajdujemy wulkanizatora i naprawiamy nasze przebite w ostatnich dniach koło
Kierujemy się drogą wzdłuż zatoki
Zaglądamy też na chwilę na plażę miejską
W oddali dostrzegamy nasz prom wpływający do portu w Tunisie
Plaża z widokiem na góry
W gąszczu uliczek szukamy wejścia na teren ruin Kartaginy
Ostatecznie parkujemy przy ulicy kilkanaście metrów od kas i wejścia
Miasto zostało założone w IX w. p.n.e. przez Fenicjan z Tyru, chociaż o historii i dacie jego początków krążą różne teorie. Według źródeł grupa
osadników, z obecnych terenów Libanu i Syrii, uciekła z dużym skarbem prowadzona przez żonę zamordowanego wielkiego kapłana w obawie przed represjami.
Przybyli na tereny północnej Afryki, a Libijczycy chcieli się pozbyć niechcianego ludu, wówczas ci poprosili aby pozwolono im zasiedlić tyle ziemi,
ile obejmuje skóra woła. Prośba wydała się Libijczykom zabawna, więc ochoczo zaprzysiężono układ. Następnie przybysze wycięli ze skóry cienki rzemień i
wytyczyli teren, na którym powstał zamek i miasto.
Kamienny chodnik prowadzi nas nad zatokę, gdzie dawniej rozciągała się osada
Kartagina od początku była bardzo ważnym ośrodkiem handlowym i politycznym
Gdy rdzenna Fenicja została podbita przez Asyrię – Kartagińczycy podporządkowali sobie zachodnie kolonie fenickie
Szczyt potęgi miasta przypadł na okres III w. p.n.e
Ciągle prowadzi się tu prace wykopaliskowe, a najstarsze odnalezione ślady materialne pochodzą z połowy VIII w. p.n.e.
Po tym jak Kartagińczycy wdali się w serię wojen z Rzymem, osada została mocno zniszczona
Mury wokół miasta miały aż 32 km długości
Po podboju północnej Afryki przez Arabów w VII w. miasto zaczęło tracić na znaczeniu i w końcu opustoszało
Piękne marmurowe kolumny, które niegdyś pięły się wysoko dziś leżą w kawałkach
Po świetności dawnej potęgi i fantastycznego życia wspaniałej metropolii zostały tylko kawałki
Po około pół godzinie nasz czas się kończy i musimy wracać do aut
Ruszamy do portu
Wyjazd z Tunezji jest dla nas również wielką atrakcją, stajemy w kolejce do odprawy celnej, a przyportowe stragany są na wyciągnięcie ręki.
Ludzie noszą wszystko ze sobą i próbują sprzedać niemal wszystko opuszczającym kraj turystom. W kolejce można wydać ostatnie tunezyjskie dinary, dolary czy euro.
Świetnie funkcjonuje też handel wymienny, każdy długopis, czapka z daszkiem, okulary słoneczne czy scyzoryk są na wagę złota. Mi udało się nawet wymienić
buty na 3 duże ponad metrowej wysokości kamienne wazony.
Odprawa przebiega błyskawicznie, a celnicy tylko rzucają okiem do bagażników naszych samochodów
O zachodzie słońca stoimy już przed rampą prowadzącą na prom
Na noc odbijamy od brzegu
