Gwiezdne wojny kontra Rzymskie Koloseum
Na dzisiaj plany są bardzo ambitne, a i do przejechania również sporo kilometrów. Ponad 100km dzieli nas od Matmaty, czyli miejscowości, gdzie w skałach
wydrążone są domostwa troglodytów. Następnie przejazd 200km do El Jem, nad którym góruje rzymski amfiteatr z III w. n.e.
Wstajemy na długo przed wschodem słońca
Szumi tylko spływająca na pustynię gorąca woda źródeł Ksar Ghilane
Pora się pakować, musimy być cicho, bo Marcin z Grzegorzem nie jadą z nami i zostają na obozie, a teraz jeszcze śpią
Wszystko co było można spakowaliśmy przed snem, teraz tylko zwijamy namioty i ruszamy bez śniadania
Nasze samochody po raz ostatni przekraczają strumień
We wiosce cisza i spokój, tylko wielbłądy już nieco obudzone
Po kilkudziesięciu minutach naszej jazdy w szczerym pustkowiu na horyzoncie przebija się oślepiająca kula
Krótki przystanek, aby podziwiać malowniczy wschód słońca
Droga prowadzi nas ciągle prosto i jest dobrze przygotowaną szutrówką
Uwaga wielbłądy
Co jakiś czas napotykamy ostrzeżenia przed wolnobiegającymi dromaderami
Odbijamy nieco na zachód i przedzieramy się przez pagórkowaty teren
Dookoła żadnej żywej duszy
Docieramy do drogi C104, która prowadzi do trasy C107 i już prosto do centrum Matmaty
Znajomo brzmiący drogowskaz utwierdza nas w przekonaniu, że kierunek jest dobry
Teraz już tylko asfaltowa, szeroka trasa pod bramy miasta
Mały przystanek na szczycie malowniczej przełęczy
Widok ze wzniesienia przy drodze
Od Matmaty dzieli nas zaledwie kilkanaście kilometrów
Na wzniesieniu znalazł się kawałek płaskiego terenu, na którym mogliśmy zaparkować
Piaskowe pagórki w oddali, to te same, które mijaliśmy rano, za nimi leży Ksar Ghilane
W dole żyzna dolina z zielonymi drzewa i poletkami uprawnymi
Pora ruszać dalej
Po kilkunastu minutach mijamy szyld Matmaty położonej w rejonie gór Dżebel
W pierwszym napotkanym sklepiku zatrzymujemy się na drobne zakupy
Miasteczko ma prawie 2tys. mieszkańców, którzy w dużej mierze posługują się do dzisiaj językiem berberyjskim
Po miasteczku szukamy drogowskazów na Sidi Driss, czyli kompleksu wydrążonych w piaskowcu dziedzińców, które są wielką atrakcją turystyczną i posłużyły
jako scenografia do niektórych ujęć serii "Gwiezdne Wojny".
Jedna z uliczek okazuje się ślepa i doprowadza nas do domostwa, gdzie wychodzi nam na spotkanie sympatyczny Tunezyjczyk odziany w skórzaną kurtkę. Po
krótkiej rozmowie mężczyzna wsiada do auta Miłosza i obiecuje doprowadzić nas do celu.
Jedziemy kilka kilometrów na południe od miasta, gdzie znajduje się dawne osiedle berberyjskie
Okazało się, że trafiliśmy do tzw. Krainy Ksarów, czyli ufortyfikowanej osady Berberów położonej na szczytach wzgórz za Matmatą. Większość mieszkańców
porzuciła tutaj już te domostwa i przeniosła się na północ do tzw. Nowej Matmaty, ci którzy pozostali żyją tutaj jak za dawnych czasów.
W dole jeden z dziedzińców, od którego biegną tunele i znajdują się wejścia do pomieszczeń
W okolicy znajdziemy wiele takich zamieszkałych studni, które tworzą niepowtarzalny układ podziemnej wioski
Wejścia znajdują się na zboczach miękkich skał
Dobytku niejednokrotnie pilnują pieski w budach stworzonych z wszystkiego co akurat było pod ręką
Mieszkańcy żyją tutaj z hodowli zwierząt, a także uprawy malutkich poletek
Zaglądamy w różne zakamarki berberyjskiego obejścia
Palenisko poza murami domów, aby dym przypadkiem nie utrzymywał się w pomieszczeniach i zagrażał domownikom
Zostajemy zaproszeni do środka
Nie wiadomo kiedy narodziła się ta unikalna metoda budowania schronień, jej pierwsze wzmianki pojawiają się księgach z V w. p.n.e.
Rdzenni Berberzy przybyli na te tereny w poszukiwaniu schronienia, piaskowce jednak nie nadawały się do wykuwania z nich kamienia
i używania go do budowy domów. Ludzie zaczęli więc drążyć w miękkiej skale i dzisiaj od 4 do 6 miesięcy powstaje gotowe mieszkanie z kilkoma pomieszczeniami do zagospodarowania.
Po kilku krokach docieramy do otwartego dziedzińca
Kobiety w tym rejonie zajmują się również tkaniem dywanów, które są znane, cenione i wysokiej jakości
Do każdego pomieszczenia możemy zajrzeć i zobaczyć co skrywają cztery ściany
Ciekawe narzędzia powieszone na ścianie
Mała izba z narzędziem do mielenia ziarna na mąkę
Mury skutecznie chronią przed upałem w trakcie lata i chłodami w zimie
Kolejny pokój, który służy chyba jako sypialnia
Gdzie kucharki dwie tam dobrze się zje
Siadamy na otwartym dziedzińcu by rozkoszować się chłodem na dnie otworu
Zostajemy poczęstowani plackami zrobionymi z mąki i wody, które można moczyć w oliwie z oliwek z dodatkiem miodu
Oliwa z miodem była przepyszna, a na koniec czarne oliwki z pestkami
Miłosz postanawia zwiedzić pięterko, w dużej mierze wykuwane obejścia są jednopoziomowe
Po chwili Monika znika w małej izbie razem z gospodynią i pojawiają się dwie berberyjskie niewiasty
Trzeba przyznać, że szybko można wcielić w rolę mieszkanki Krainy Ksar
Kobiety nie noszą tutaj wielu ozdób, charakterystycznym elementem stroju jest fartuch w kratkę upinany ozdobną spinką i chusta
Właścicielka pokazuje jak wyrabia się mąkę
Nasze wspólne zdjęcie z Tunezyjczykiem, bez którego nie trafilibyśmy tutaj sami
Żegnamy miłą starszą panią i zostawiamy trochę dinarów w podziękowaniu za gościnę
Ruszamy autem z tej ciekawej okolicy do północnej cześć miasta
Prawie każde zbocze skrywa wejścia do kompleksów mieszkalnych
Sytuacja mieszkaniowa w przypadku powiększania się rodziny jest bardzo prosta - drąży się po prostu nowe pomieszczenia
Nasz przewodnik prowadzi nas tylko sobie znanym szlakiem, droga jest dość wąska, ale przejezdna
Pomimo wymagającej trasy widoki są przepiękne
Asfalt zostawiamy gdzieś w dolinie i do centrum Matmaty musimy pokonać kilka wzniesień
Ze zboczy widać już pierwsze zabudowania
Usypując w wąskich dolinkach zapory z ziemi i kamieni, tutejsi rolnicy tworzyli tarasy, które zatrzymywały trochę wody deszczowej
Wracamy na twardy grunt, zostawiamy pod domem naszego przewodnika, który pokazuje nam kierunek na podziemia Sidi Driss
Szybko trafiamy na skraj wydrążonych w piaskowcu dziedzińców
Do dziś przetrwały elementy scenografii z 1976r. kiedy kręcono tu ujęcia do IV części gwiezdnych wojen "Nowa nadzieja"
Na małym obszarze jest 5 dziedzińców połączonych tunelami
W jednej z wydrążonych sal mieści się m.in. bar i restauracja
Postanawiamy wstąpić na herbatkę
Od razu siadamy na wykutych ławach, bo wysokość pomieszczenia, to nieco ponad 2m w środkowym jego biegu
Monia odbiera lekcję sztuki nalewania berberyjskie whisky
Słodki, lekko miętowy napój skutecznie gasi pragnienie i zbliża ludzi
To właśnie to miejsce przyciąga do Matmaty corocznie najwięcej turystów
Dojazd i Matmata w ruchomych obrazach
Inne części kompleksu są nieco zapomniane i mało ludzi odnajduje do nich przejście w gąszczu korytarzy
Działa tutaj również hotelik ze swoją imponującą liczbą ponad 20 małych pokoi
Spacer po tym kompleksie pozwala poczuć się jak w labiryncie na obcej planecie
Kolejny dziedziniec z hotelowymi pokoikami
Udało nam się również dostać na recepcję, a noc w takim hotelu to z pewnością niesamowite przeżycie
Wracamy do naszych samochodów i zauważamy ciekawy pojazd niemieckich podróżników
Nie brakuje tutaj oczywiście osób, które próbują zbić interes na turystach, tutaj ojciec z córka i młodym wielbłądem zachęcali do zdjęć
Działa tutaj kilka straganów z pamiątkami
Pośród wyrobów made in china można wyszukać kilka tradycyjnie zrobionych rzeczy
Jeszcze przed południem ruszamy w dalszą drogę na północ Tunezji
Na tej trasie obserwujemy tunezyjskich kierowców, ich pojazdy, towary i fantazję w poruszaniu się po drogach
Drogą nr P1 kierujemy się cały czas wzdłuż wybrzeża
Okolice Gabes i dużą szkoła, w której cała masa uczniów skończyła zajęcia
Młodzież zajmowała całą jezdnię i nic sobie nie robiła z poruszających się samochodów
Nawet w środkowej Tunezji ciężko spotkać tradycyjną stację paliw, przy poboczu można jednak zalać auto z baniaczków
Stragan przy poboczu, z którego usług postanawiamy skorzystać
Naszym łupem padają oczywiście świeże daktyle i kilka słoiczków daktylowych marmolad
Kwotę do zapłaty szybko ustalamy za pomocą kartki i długopisu
Tu bardzo popularny widok przy drogach, czyli grill-bary z wiszącą na hakach baraniną
Mięso wycina się tutaj wprost przed rzuceniem na ruszt, a potem zostaje już czekać przy stoliku na przygotowywaną porcję
Ciekawe stalowe konstrukcje, których nie sposób przeoczyć przy trasie na przedmieściach Al-Maharas
Trasa prowadzi nas również przez centrum dość dużego portowego miasta Sfax
Kolejny kadr obrazujący zaradność tego narodu i efektywne wykorzystanie transportu
Popołudniem docieramy do El-Jem, gdzie nad miastem górują już ruiny rzymskiego amfiteatru
Amfiteatr jest największą atrakcją miasta i widoczną już z daleka
Auta parkujemy przy sklepikach praktycznie pod murami koloseum
Kilka rzędów schodów dzieli nas tylko od kas biletowych do obiektu
Budowla została wzniesiona w latach 230-238 n.e., a jej pomysłodawcą najprawdopodobniej był cesarz Gordian I. Jest ona najbardziej spektakularną rzymską
pozostałością w Afryce Północnej i zachowała się w lepszym stanie niż rzymskie Koloseum.
Należy też wspomnieć, że jest to trzeci co do wielkości największy amfiteatr na świecie.
Rzeczywiście już po zewnętrznych murach można stwierdzić, że kompleks jest w świetnym stanie pomimo upływu tylu lat
Zabytek ten został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO w 1979r.
Zaglądamy pod sklepienie pierwszego rzędu kolumn zewnętrznych
Konstrukcja wspiera się na 3 rzędach łukowatych sklepień poprowadzonych dookoła widowni
Budulec sprowadzano z oddalonych o 30 km kamieniołomów w Salakcie na wybrzeżu
W XVII w. w wyniku walk z miejscowymi plemionami wojska arabskie wysadziły zachodnią część murów
Wodę na miejsce doprowadzono podziemnym akweduktem ze wzgórz położonych 15 km na północny zachód od miasta
Amfiteatr był wiele razy wykorzystywany do celów obronnych, a ostatnie walki na jego terenie ustały po rebelii w 1850r.
W przeciwieństwie do większości tego rodzaju konstrukcji, amfiteatr leży na otwartej przestrzeni i można podziwiać panoramę El-Jem
Widownia wznosi się do 36m i może pomieścić od 30 do 35tys. widzów
Widok na najlepiej zachowana część, za naszymi plecami budowla wznosi się tylko na wysokość rzędów widowni
Kamienne ławy były wyposażone również oparcia
Ruszamy na wyższe kondygnacje
Korytarze biegną po obwodzie elipsy o długości 427m
Szeroki widok na całość rozpościera się z tarasów na wyższych piętrach
Słońce ostatnimi promieniami oświetla wewnętrzne ściany koloseum
Całość ma szerokość 124m i długość 149m
Wracamy na ulice miasteczka w poszukiwaniu lokalu do zjedzenia późnego obiadu
Szybko znajdujemy odpowiedni lokal i zajmujemy długi stolik, który pomieścił wszystkich
Na pierwsze danie ostra zupa lablabi z ciecierzycy z dodatkiem pasty zwanej harissą, oczywiście podawana z chlebem
Deser, czyli pomarańcze i słodka, miętowa herbata
Wracamy by odjechać z El-Jem, a Tunezyjczyk z kawiarenki, gdzie stały nasze auta, zaprosił nas na szklankę soku pomarańczowego
Na ścianie ląduje nasza forumowa naklejka, a właściciel jest dumny, że to jego druga polska wlepka
Po zmroku opuszczamy miasto, a nocleg znajdujemy już na obrzeżach Tunisu
