Kierunek Italia, czyli do portu w Genui

Nasza pierwsza wyprawa, a z nią miliony wątpliwości, pytań i obaw. Czy wszystko spakowane, czy auto nas nie zawiedzie, czy będzie bezpiecznie? Nikt z nas tego nie wie, ale te uczucia już po kilku kilometrach zupełnie nas opuszczają, a w ich miejsce pojawia się ciekawość i żądza przygód.

Wszyscy spotykamy się w porcie w Genui, znamy się tylko z forum internetowego i rozmów telefonicznych. Załoga początkowo liczy 3 auta, jednak na południu Tunezji mamy spotkać się z kolejnymi 2 samochodami i już w takiej grupie przemierzać piaski Sahary.

Naszą trasę dzielimy na dwa etapy, pierwszy zakładał dojechanie do Frankfurtu nad Menem, drugi przejazd do Włoch
fot. Mirek
Z Frankfurtu ruszamy bardzo wcześnie rano i kierujemy się na południe przez Sztutgart, szwajcarskie Alpy, Milano do Genui
Początek stycznia i otoczenie Alp = śnieg
Na jednej ze stacji czyścimy światła, które bardzo szybko na autostradzie oblepiają się błotem pośniegowym
Kolejne tunele i z prędkością około 90km/h zmierzamy nad włoskie wybrzeże
Krajobrazy są przepiękne, droga bardzo malowniczo poprowadzona jest w górskich dolinach
Pod zadaszonym przejściem granicznym z Włochami zostajemy na chwilę zatrzymani do kotroli, celnicy tylko sprawdzają dokumenty

Około godz. 15 jesteśmy już na parkingu przy porcie, szybko udaje się namierzyć pozostałe dwa auta, które dojechały nieco wcześniej. Poznajemy się bliżej i w końcu możemy się sobie przyjrzeć, a po krótkim zapoznaniu ruszamy zająć miejsce w kolejce.

Dobrze widoczne znaki z nazwą przewoźnika pozwalają łatwo trafić pod progi odpowiedniego promu
Bilety mamy już wykupione przez internet, a koszt przeprawy auta z 2os. to kwota około 800EUR
Ruszamy do biura Grandi Navi Veloci zarejestrować się i odebrać karty wjazdu samochodów na pokład
Statek jest ogromny i może pomieścić kilkaset aut na wielopoziomowych ładowniach/div>
Z około godzinnym opóźnieniem odbijamy od brzegu obserwując piękną nocną panoramę portu
Rejs ma potrwać niecałe 23godz. z czego pierwszą część można przespać w kabinie przez noc
Kajuta dwuosobowa z oknem, jest skromnie i bardzo przytulnie, to nasz dom na kolejną dobę
Do dyspozycji mamy również niewielką łazienkę z prysznicem

Po wyczerpującej trasie dojazdowej wszyscy szybko udajemy się na zasłużony odpoczynek w zaciszu naszych kajut. Falująca woda lekko buja statkiem i kołysze nas w łóżkach, sen przychodzi szybko.

Na ranem jesteśmy gdzieś w połowie drogi i za oknami przez chwilę widać skaliste brzegi Sardynii
Dzień zapowiada się pochmurnie
fot. Miłosz
Na otwartym morzu jest dość wietrznie, ciężko wytrzymać bez czapki na uszach
Przez szczelne chmury, w niektórych miejscach próbowały przebijać się promienie słoneczne
fot. Mirek
Widok z bocznej burty
fot. Mirek
Każdy z wyczekiwaniem wpatruje się w bezkres morza w poszukiwaniu lądu
fot. Mirek
Nieskończone labirynty na pokładach z kajutami, można się tutaj pogubić
Obchodzimy cały górny pokład wszerz i wzdłuż
Prawie jak na Tytaniku
Niebo jakby lekko nam się przejaśnia
fot. Mirek
Przyglądamy się wszystkim dziwnym instalacjom i urządzeniom, które spotykamy na spacerze
fot. Miłosz
Na końcu statku słuchać tylko ogromne śruby wzburzające wodę, a Europa już gdzieś daleko za nami
Około godziny 15 naszym oczom ukazuje się afrykański ląd i wpływamy do Zatoki Tuniskiej
fot. Miłosz
U południowo-zachodnich wybrzeży zatoki leży miasto Tunis z jednym z najważniejszych i największych portów w Tunezji
fot. Miłosz
W XII w. Tunis wraz z portem stanowił centrum piractwa w basenie Morza Śródziemnego
Miasto ciągnie się na przestrzeni kilku kilometrów i położone jest na zboczach otaczających je gór
Dobijamy do brzegu
fot. Miłosz

Po zjechaniu na ląd wąskimi uliczkami jedziemy do odprawy celnej. Kiedy przychodzi nasza kolej szybko zostajemy osaczeni przez naganiaczy, którzy wręczają nam karteczki i za wszelką cenę chcą nam pomóc w wypełnianiu formalności.

Na każdym kroku padają zdania, w których prosi się nas o pieniądze za rzekomą pomoc przy formularzach. Ostatecznie celnik chce zajrzeć do aut i szukać radia CB, którego posiadanie w Tunezji jest nielegalne. Nasze anteny są szczelnie popakowane, a radia zasłonięte mapami i przewodnikami. Niestety takie zabiegi nie umykają wprawnym oczom celników i Adam traci radio w swoim aucie, które zostaje zatrzymane do depozytu i zwrócone przy wyjeździe z kraju.

Po takich przygodach na granicy ruszamy już po zmroku obrzeżami Jeziora Tuniskiego do centrum miasta by kierować się na południowy-zachód w kierunku miejscowości Beja drogą nr A3.

Na prom wjechaliśmy z zapalonymi lampkami rezerw paliwa, więc przy pierwszej stacji pora na tankowanie
fot. Miłosz
Ceny paliw w Tunezji są dużo bardziej atrakcyjne - litr oleju napędowego kosztuje w przeliczeniu około 2,50zł
Na północy skutecznie płacimy naszymi kartami kredytowymi i z pełnymi bakami możemy ruszać w drogę

Niestety nie było nam dane zajechać daleko, Adam zgłosił stuki i luzy w przednim zawieszeniu, a po sprawdzeniu okazało się, że do wymiany natychmiastowej kwalifikuje się łożysko piasty lewego koła. Na jednym z parkingów przy kolejnej stacji benzynowej za miastem zabieramy się za naprawę pod światłem latarni. Po około 3godz. udaje się usunąć usterkę.

Jest chwila czasu wolnego i kolacje zjadamy dosłownie na krawężniku
fot. Mirek

Tego wieczoru decydujemy się przejechać jeszcze niecałe 100km i w okolicach miejscowości Teboursouk poszukać noclegu. Na miejscu wszystkie boczne drogi prowadzące od asfaltu kończą albo się na polach uprawnych albo na prywatnych posesjach. Przy jednej z takich posesji właściciel wyszedł do nas ze strzelbą, widok niecodzienny i powoli traciliśmy nadzieję na znalezienie jakiegoś bezpiecznego miejsca.

Po kilkudziesięciu minutach lądujemy na małym pastwisku, gdzie właściciel wyszedł do nas z latarką i po krótkiej rozmowie łamanym językiem francuskim mieliśmy pozwolenie na rozbijanie namiotów.

Copyright © sahara.ladra.pl 2010 | Designed by Ladra WebStudio

Strona jest częścią serwisu www.wyprawy.ladra.pl